Grzejnik Purmo grzał bez końca, już umierał od gorąca. Wszystko stale go parzyło, strasznie mu gorąco było. Z pomocą przyszła mu Rynna Bryza, zawinęła się jak trzeba i gdy deszczyk zleciał z nieba, skierowała go na Grzejnik, co by żywot mu polepszyć. Och, dziękuje, Rynno Bryzo, Tyś zbawienną dla mnie bryzą, która koi moje rany, wdzięczny jestem Ci bez granic - dziękował Grzejnik Purmo. Uśmiechnęła się doń Rynna, potem serce mu oddała, bowiem jak się okazało, już od dawna go kochała.