Siedział na dachu małżonek młody, zbierał w garnuszki kropelki wody, które się lały na kwiaty z ogrodu. W domu żoneczka ognisko rozpaliła, bo kiedy okna otworzyła, bardzo swój domek przewietrzyła.I szedł tamtędy jakiś biedaczek, patrzy jak w oknie kobieta płacze, a z dachu młodzian prawie że skacze. Wyjął z worka system rynnowy Bryza i grzejnik kwarcowy, by młodzi problemy mieli z głowy, a ten staruszek to był św. Mikołaj wrześniowy.